| niuniencjablog - archiwum: Wynurzenia powyjazdowe, czyli o splątanym trójkącie bez hapi endu |
| Strona główna |
Wynurzenia powyjazdowe, czyli o splątanym trójkącie bez hapi enduJak idiotka wyczekuję każdego esemesa. I choćbym zaprzeczała jak nie wiem co, i mimo że wiem, że nie ma co, i choćby przyszło tysiąc atletów a każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem jak się wytężał, to nie udźwigną, taki to ciężar (głupoty). Karmię się mrzonkami, tęsknię za tym, czego nigdy nie było (i może miało nie być?) żałuję, żeśmy niedosyceni i mam sobie do zarzucenia pewnego Walijczyka, który potraktował mnie zbyt poważnie i niechcący zaangażował się zdecydowanie bardziej niż bym sobie tego życzyła. Nie oszukujmy się - niż sam by tego chciał. Bo z całym szacunkiem i sympatią, ale od początku nie zakładałam niczego dłuższego niż pobyt tamże, a i w trakcie odechciało mi się tak zażyłej z Nim znajomości. Brutalne. I prawdziwe. W końcu poznałam Niespełna Znajomego. Owszem, poddałam się chwili rozciągniętej do białego rana (proszę nie wyobrażać sobie zbyt wiele), acz przyznać mi trzeba, że od początku, i po raz pierwszy w życiu!, nie pozostawiałam złudzeń. I to jedyne z czego mogę być dumna. Jestem okrutna? Tak to wygląda, acz rzeczywistość nie była tak wyrachowana i jaskrawie cyniczna. Przez tyle miesięcy żyłam podporządkowana komuś, z myślą, uczynkiem i dbaniem o kogoś, że wyparłam swoje aspiracje a potrzeby schowałam do szafy. Tej samej, w której chowa się trupy. Nie wspominając o życiu towarzyskim, które wraz z kurzem wmiotłam pod dywan. Nie, nie zostałam zdominowana, bynajmniej, sama dobrowolnie i – jak sądziłam - w pełni władz umysłowych poświęciłam się CAŁKOWICIE, bezgranicznie, zatraciłam. Przerażające jak wiele jestem w stanie poświęcić by... ktoś mnie kochał. Tylko tyle. Do bólu banalne. Zdębiałam gdy tuż po północy zaczęto wypytywać mnie o noworoczne postanowienia. Wierzcie lub nie – zupełnie, ale to zupełnie i przekompletnie zapomniałam o istnieniu takowych. A to był dla mnie trudny rok. Dostałam ostro w kość. Mam wrażenie, że skurczyłam się o kilka centymetrów pod ciężarem ciosów. Poniewczasie, ale wymyśliłam. Tak, postanowienie. Tylko jedno – nie zapomnieć o sobie nigdy więcej. Nie wyrzec się siebie, nadwyżkę dobrodusznego altruizmu wymienić na odrobinę egoizmu. Inaczej starość celebrować będę tułając się od dworca do noclegowni. Oprócz pracy robię Nic. Chyba, że nadgodziny. Uczelniane zaległości i braki nawarstwiają się aż żołądek ściska i pierś dławi, truchleję na myśl o kolejnych dniach do połowy lutego włącznie, ale oczywiście palcem nie ruszę żeby coś zmienić. Dramatyczna tragikomedia. W tej kwestii chyba nigdy się nie zmienię. I trzeba Wam wiedzieć, że traktuję to jako osobistą porażkę. Mam wrażenie, że te zdania powtarzam do obrzydzenia, że się wypisałam, zarzygałam wyświechtanymi truizmami mejd baj niu. Z jednej strony wolno mi, mój blog. Z drugiej pogrążam się w intelektualnej niemocy. Kryzys wieku średniego? Aby nie za wcześnie? A może wtłoczyłam się w niuniencjowe schematy? Pomyślę o tym, może jutro. Drogi Pamiętniczku, dziwnie mi. Smutno. Pewnie przejdzie jutro. Albo włożę futro. Sztuczne. Albo siądę kucznie. Ledwiem wróciła po poświąteczno-sylwestrowych wojażach a już pragnę odrealnienia. Bardziej niż wcześniej. O wiele bardziej. Marzę o nurkowaniu w kompletnie innych realiach, z dala od Tego miasta, druzgocącej większości Tych ludzi, pogmatwanej przeszłości i wydeptanych ścieżek. Marzę o odrealnieniu z dala od Zamierzchłego, jak postanowiłam go nazywać, by wydawał się odleglejszy (w czasie i przestrzeni). Pewnikiem dlatemu z takim utęsknieniem czekam na te esemesy od Niespełna Znajomego. Bo to byłby zupełnie nowy rozdział. Ba! Dziewicze strony i zaskakujące zwroty akcji... Jakby kto pytał to w każdej chwili mogę wsiąść w pociąg. Tzn. jutro, po pracy. Ech. Bełkotliwie buziakuje najwytrwalszych Czytaczy. :) Orzekła głowa, gdy była gotowa 2007-01-04 23:41:01 skomentuj (7) |